29 września 2013

Tegoroczna portugalska Baja znacznie różniła się od tych, które znałem z poprzednich edycji. Kilka dni przed rozpoczęciem zawodów region nawiedziły intensywne opady deszczu, które zamieniły fragmenty trasy w jeziora. Na odcinkach było bardzo ślisko, mnóstwo błota, trzeba było zachować koncentrację przez cały czas. Podczas przejazdu pierwszego oesu całkowicie zaparowały mi gogle, przez ponad 100 kilometrów musiałem kontynuować jazdę bez nich. Na jednej z dużych kałuż mój quad stanął w poprzek drogi, potem wypadłem z trasy. Niestety przez tą przygodę sprzęt dość mocno ucierpiał – pokrzywiła się kierownica,  połamały się stelaże utrzymujące roadbooki, przy okazji trochę się poobijałem. Niestety podczas krótkiego serwisu nie mieliśmy szans na naprawienie wszystkich elementów, więc drugi oes musiałem przejechać bardzo ostrożnie. Na szczęście mimo uszkodzeń sprzętu udało mi się utrzymać przewagę i ukończyć rajd na pierwszym miejscu w klasyfikacji Mistrzostw Europy i klasie Q2. Bardzo się cieszę ze zdobytego tytułu. To świetne zakończenie sezonu, które daje dodatkowy zastrzyk motywacji, żeby pracować nad tym, aby kolejny był jeszcze lepszy.

18 sierpnia 2013

Z Węgier wyjeżdżam z kompletem punktów, jak zawsze super zadowolony ze zwycięstwa. Bardzo lubię się tu ścigać, pomimo tradycyjnie panujących, bardzo wysokich temperatur, które dają popalić na długich oesach.

Rajd rozpoczął się mało szczęśliwie, od awarii na krótkim, 7 kilometrowym prologu, na szczęście usterkę udało nam się usunąć przed startem do sobotniego etapu. Niestety startowałem do niego jako ostatni i cały dzień musiałem się ścigać w ogromnym kurzu, który utrudniał widoczność do tego stopnia, że niekiedy wyprzedzanie nie było możliwe. Pomimo tych niedogodności udało mi się nadrobić sporo strat, na 120 kilometrowym oesie zanotowałem najpierw drugi, a potem pierwszy czas wyprzedzając w dniu Kamila Wiśniewskiego o trzy sekundy. Dzięki temu do niedzielnej rywalizacji startowałem już jako trzeci zawodnik, za dwoma motocyklistami. Quad spisywał się bez zarzutu, dzięki czemu mogłem mocniej cisnąć i odjechać kolejne trzy minuty konkurentom. Przed nami jeszcze jedne zawody, które zadecydują o tytule Mistrza Europy – spotykamy się w ostatni weekend września w Portugalii.

Fot. Paweł Rosłoń

17 czerwca 2013

Wczoraj zakończyła się runda Mistrzostw Europy UEM. Dostarczyła wielu, niekoniecznie pozytywnych emocji, więc nieco „na gorąco” przedstawiam Wam małe podsumowanie imprezy.

Pierwszy dzień Romanian Baja starałem się jechać ostrożnie i oszczędzać quada. Pomimo tej taktyki na koniec dnia okazało się, że tak naprawdę ścigałem się z samym Stephanem Peterhanselem – w tabeli wyników byłem drugi, tuż za nim. Objąłem prowadzenie w quadach, co dawało dość komfortową sytuację wyjściową przed finałem rywalizacji. Niestety niedzielny przebieg wydarzeń oraz postawa organizatorów imprezy bardzo mnie zaskoczyła. Na najdłuższym, liczącym 87 kilometrów odcinku doszło do bardzo niebezpiecznej sytuacji. Oes składał się z dwóch pętli i kształtem przypominał ósemkę. Dojeżdżając do miejsca w którym krzyżowały się obie pętle miałem pojechać w prawo, jednak w praktyce ta część trasy była otaśmowana, a sędzia pokazał mi, że powinienem jechać lewą stroną. Po przejechaniu kolejnych 14 kilometrów podczas których minąłem kolejnych kilku sędziów, z przeciwnej strony oesu nadjechał Stephan Peterhansel! Na szczęście w porę zjechałem, ale sytuacja była bardzo niebezpieczna. Zawróciłem do „skrzyżowania”, na którym w międzyczasie pojawiły się taśmy w odpowiednich miejscach. Zgłosiłem sprawę sędziom, którzy powiedzieli, że zastanowią się jak podejść do tej sytuacji.

Po zakończeniu rajdu, na strefie serwisowej okazało się, że zostanę wykluczony z wyników drugiego dnia zawodów za nieprawidłowe pokonanie trasy oesu. Na nic zdały się z dyskusje z organizatorami. Sędziowie nie pamiętali ani nieprawidłowego otaśmowania trasy, ani błędnego wskazania drogi. Jestem bardzo rozżalony z powodu wydarzeń minionego weekendu, tym bardziej, że wiem iż błąd nie leżał po mojej stronie. Niestety, moim zdaniem zabezpieczenie trasy na Romanian Baja pozostawiało wiele do życzenia i mogło okazać się fatalne w skutkach dla zawodników.


15 czerwca 2013

Połowa rajdu za mną. Początek dnia był dość lajtowy, pierwszy oes miał zaledwie 10 km, za to kolejny, 78 kilometrowy dał wielu zawodnikom niezłe w kość. Był to typowy górski i kręty odcinek, początkowo suchy, z biegiem kilometrów doszły zdradliwe śliskie, mokre skały i bardzo głębokie kałuże, wręcz małe jeziorka. Wyprzedziłem dwóch zawodników, jeden miał awarię, drugi się nie dohamował i wypadł z trasy. Na mecie okazało się ze gdzieś „zgubił” się jeszcze trzeci zawodnik, najprawdopodobniej zsunął się ze zbocza, czego podczas jazdy nie zauważyłem.

Mechanicy mieli dziś pełno roboty. Po raz kolejny awarii uległ zbiornik paliwa, który musieliśmy wymienić. Mocno uderzyłem prawą stroną w koło i podwozie. Miałem uszkodzoną oponę, tylną osłonę i zębatkę.

Dzień kończę na dobrej pozycji – pierwsze miejsce w klasyfikacji Mistrzostw Europy i 15 sekund przewagi do dobry punkt wyjściowy przed jutrzejszym ściganiem.